• slajd7
  • slajd2
  • slajd1
  • slajd4
  • slajd5
  • slajd6
  • slajd8
  • slajd9
  • slajd10
  • slajd11
  • slajd12
  • slajd13
  • gitara

Tatry 2012 - relacja

poniedziałek, 09 lipiec 2012

Znów w naszych przepięknych Tatrach.

Samo Zakopane zmieniło się nie do poznania. Choć jeszcze nie byliśmy na Krupówkach to jadąc tutaj, trasę z Gliwic pokonaliśmy szybciej niż kiedyś, bo w 2 i pół godziny mineliśmy znak Zakopane. Potem było już tylko gorzej. Przejazd przez ronda jak zapowiadał Sławutek to był istny koszmar dlatego stanęliśmy na małe zakupy w biedronce.

Nocleg mamy u Bonifratrów, ma on swoje plusy i minusy, ale więcej może potem.

I dzień przyjazdu 7.07.2012 - Ścieżka pod Reglami

Byliśmy już ok. 11 dlatego aby rozruszać się po południu zrobiliśmy mały spacerek ścieżką Pod Reglami połączony z robieniem zdjęć.

 

 

 

 

 

 

 

II dzień 8.07.2012 - Giewont (szlak żółty Dolina Małęj Łąki - Hala Małej Łąki - Przełęcz Kondracka, sz. niebieski Giewont, powrót z Przełęczy Kondrackiej czerwonym przez Grzybowiec i Dolinę Strążyską)

Mieszkamy na Krzeptówkach dlatego najbliżej nam było szlakiem żółtym przez Dolinę Małej Łąki na przełęcz Kondracką i dalej na Giewont. Wstaliśmy ok. 6 aby zdąrzyć przed burzami, które zapowiadali na godzinę 14.

 

Po przejściu odcinka w lesie mogliśmy podziwiać wczesny ranek (jak dla nas wczesny) na Hali Małej Łąki (mała to ona nie jest). Po jej przejściu ostro w górę i coraz bliżej.

 

 

Atak szczytowy to nowe wyzwanie dla chłopców. Jednak tych kilka łańcuszków okazało się banałem dla nich.

 

Na szczycie

 

 

 

Zejście również atrakcyjne

 

Widoczność coraz gorsza, pogoda się psuje w szybkim tempie

 

Zapamiętaliśmy z filmiku o burzach, że co zejdziemy to nasze. Niestety nie zdąrzyliśmy zejść do lasu, a deszcz z gradem zastał nas pod granią jakieś 30 minut na czerwonym szlaku, którym schodziliśmy do Doliny Strążyskiej.

 

Zapamiętaliśmy też z filmu, że przy "uciekaniu" przed burzą należy zachować szczególną ostrożność, gdyż w deszczu kamienie na szlaku są śliskie. Nie wszyscy mieli szczęście. Spotkaliśmy na szlaku miejscowego, który złamał nogę. Szedł z dzieckiem i młodym bratankiem dlatego stanęliśmy z Kasią, która obejrzała nogę i przebraliśmy dzieciaka w suchy polar bo dygotał już z zimna. Baca sam zawołał chłopców z TOPRu i po kilkudziesięciu minutach byliśmy świadkami akcji ratowniczej. Później zeszliśmy z klikoma ratownikami i chłopcami tego bacy na dół. Toprowiec mówił, że już limit ofiar wyczerpany - 16 osób zginęło w Tatrach. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie ...

 

III dzień 9.07.2012 - Jaskinia Mroźna (szlak żółty Dolina Małęj Łąki, niebieski Przysłop Miętusi, czarny Dolina Kościeliska - Jaskinia Mroźna)

Dziś bardziej spokojnie i turystycznie. Naszym celem jest Jaskinia Mroźna, która jako jedyna jest oświetlona w całości.

W oczekiwaniu na Karola przed naszym domkiem, w którym zatrzymaliśmy się (Dom klasztormy Ojców Bonifratrów w Zakopanym na Krzeptówkach)

 

Dość dziwnie to wygląda, ale przecież spragnionego trzeba napoić

 

Tak naprawdę to była woda w plecaku Kasi płynąca z rureczki :) To taki żarcik foto.

 

Na przysłopie Miętusim

 

Daleko jeszcze?

 

W dolinie Strążyskiej

 

Pragnienie dawało się we znaki.

 

W jaskini Mroźnej

 

 

Niestety chłopcy tak pognali, że nie mają żadnego zdjęcia w jaskini.

 

 

Po wyjściu z Mroźnej

 

 

IV dzień 10.07.2012 - Kasprowy Wierch (niebieski z Kuźnic na Halę Kondratową, zielonym na Przełęcz pod Kopą Kondracką, czerwonym na Kasprowy Wierch, PKL do Kuźnic)

 

 Albertówka - przed pustelnią

 

Przed wejściem na grań wszedłem do schroniska na Kondratowej aby zapytać się o pogodę. Sam wcześniej sprawdzałem w internecie, ale wszędzie piszą, że w schroniskach mają aktualną. Przywitałem pana z obsługi i zapytałem o prognozę, a on na to. Pogoda jakaś będzie, w Tatrach zmienna, więc trydno powiedzieć. Podziękowałem i wyszedłem.

 

Po wejściu na przełęcz troszkę się wypogodziło.

 

Chłopcy przez chwilę byli jeszcze widoczni

 

Przed samym Kasprowym pogoda się coraz bardziej psuła

 

Doszliśmy do budynku kolejki o suchej nodze :)

 

 

Plan zakładał atrakcję, zjaz kolejką z Kasprowego, co oczywiście uczyniliśmy tym chętniej bo rozpadało się na dobre.

 

V dzień 11.07.2012 - w planach znów dzień lajtowy czyli Wielki Kopieniec i Nosal. Zapraszam na zdjęcia z tego wyjścia jutro.

Niestety plany nie wyszły w stu procentach gdyż nasza młodzież poległa, w przenośni i dosłownie, czyli bunt w pokoju. Nic na siłe dlatego poszliśmy sami na randkę, spacerkiem na Wielki Kopieniec. (zielony z Cyrhli na Wielki Kopieniec i zejście do Jaszczurówki).

 

Widok z Cyrhli na Zakopane

 

 

Wejście na W. Kopieniec (obok szlaku)

 

Na W. Kopieńcu

 

 

Facet robisz to zdjęcie, czy nie.

 

 

VI dzień 12.07.2012 - W planach Tatry Zachodnie, a ściśle szczyt Grześ - 1653.

Rano o godz. 6:00 obudził mnie budzik z komórki. Za oknem niestety deszcz sipczył, a chmury nie przedstawiały nic ciekawego. Niestety nie wstaliśmy zbyt wcześniej bo gdzieś ok 9. Pogoda jednak zmieniła sie o 180 stopni. Szybkieśniadanko i wyjazd do Doliny Chochołowskiej. Byliśmy tam niestety dopiero ok 11. Parking drogi jak wszystko o tej porze w Zakopanym, 20 zł to moim zdaniem lekka przesada, ale gdyby dojechać busem za 8 zł (jedna osoba) zapłacilibyśmy w dwie strony za naszą czwórkę 64,- zł, dlatego nie narzekałem za wiele tylko zapłaciłem.

Po raz pierwszy zabraliśmy ze sobą kije, w Chochołowskiej się przydały.

 

Pod schroniskiem na Polanie Chochołowskiej (standard schroniska super, w toaletach papier, mydło i ręczniki jednorazowe)

 

Na szczycie Grzesia.

 

 Niestety nie wszyscy zdecydowali się na dalszą trasę. Pogoda zachęcała jednak do kontynuacji dlatego we dwoje wybraliśmy się na Rakoń, a chłopcy zeszli do schroniska zaopatrzeni w 20 zł, za które kupili sobie frytki i sprite'a.

 

Niestety powrót był baaardzo długi, choć i tak szybciej zeszliśmy niż wskazywała to tabliczka.

 

Zejście bardzo eksponowane choć po długich schodach.

 

Drugi odcinek trasy z Grzesia na Rakoń

 

Planowaliśmy, że powrót Chochołowską sobie ułatwimy i udało się. Wypożyczyliśmy rowery. To był naprawdę zwariowany zjazd.

 

Wypas kulturowy w Tatrach. Czyli owce są bardziej kulturalne bo dotowane z Unii Europejskiej.

 

Nam wyszło 20 minut, a chłopcom jeszcze krócej.

 

 

VII dzień 13.07.2012 - Leje na całego. Plany -  muzea i Krupówki (przecena skarpet górskich 3 pary 14,- zł:)

Pierwsza atrakcja to nie muzeum, ale dom do góry nogami. Sam wystrój niestety nie powala na kolana, ale błędnik rzeczywiście szaleje i jest zabawa.

 

 

 

 

Później byliśmy w muzeum Kornela Makuszyńskiego (to ten od Koziołka Matołka i nie tylko)

 

 

Na koniec najstarsza zabudowa góralska na Podhalu - Chata Sabały

 

 

 

 

VIII dzień 14.07.2012 - Palenica Białczańska - Dolina Roztoki - Dolina Pięciu Stawów (czerwony, zielony, czarny) przez Świstową Czubę 1763 (niebieski) do Morskiego Oka i z powrotem asfalcikiem do Palenicy B.

Rano o godz. 6:00 budzik, za oknem słońce :) Szybkie śniadanko i samochodzikiem do Palenicy. Po opłaceniu parkingu 20,- zł jak zwykle, szybkim krokiem razem z kilkoma turystami asfalcikiem do Wodogrzmotów Mickiewicza, skąd odbija się na zielony szlak do Pięciu Stawów. Niestety już przy wodospadzie okazało się, że aparat wziąłem ale bez karty SD czyli nie zrobię żadnego zdjęcia. Śmiech przez łzy, taka pogoda, najlepsze widoki na Wysokie Tatry a ja bez aparatu, buuuuu...

Została na szczęście komórka. Może nie są jakieś super zdjęcia, ale zawsze :)

Na czarnym szlaku - dojście do schroniska w Pięciu Stawach.

 

Widok na Granaty - Orla Perć

 

Dolina Pięciu Stawów - Przedni Staw (koło schroniska)

 

Widok na Dolinę Pięciu Stawów ze szlaku na Świstową Czubę

 

Widok na Czarny Staw i Rysy

 

 

 

Nad Morskim Okiem

 

Już od kilku dni chodząc po Tatrach i spotykając czasem turystów przychodzą nam różne myśli. Już pierwszego dnia w trakcie zejścia z Giewontu kiedy usłyszeliśmy pierwszy grzmot (w górach niesie z daleka i donośnie) kilku młodych turystów wyposażonych we właściwy dla tego miejsca ubiór i sprzęt dyskutowała o fantazji Polaków, którzy słysząc nadchodzącą burzę kwitują hasłem "przejdzie bokiem". Nie wiedziałem, że takich turystów określa się, że idą w góry "na spawacza". Rzeczywiście przy uderzeniu piorunem w masyw Giewontu może przyspawać do łańcuchów sporą grupę amatorów wysokiej adrenaliny. Drugi rodzaj turystów chodzących po Tatrach, sami nazwaliśmy, że idą w góry "na Japońca" Najwięcej takich turystów można spotkać na wszystkich szlakach odchodzących od Kasprowego Wierchu. Ubrani oni są zwykle w ciepłe polary i nieprzemakalne kurtki, a na nogach mają założone "japonki" (dla nie zorientowanych to klapki, które trzymają się na nodze tylko jednym cienkim paseczkiem pomiędzy dwoma palcami nogi. Wczoraj widziałem w gazetce jednego ze sklepów sportowych japonki trekingowe na grubszej podeszwie). Najwytrwalsi ponoć doszli w "japonkach" z Kasprowego aż do Giewontu. Jedna z pań nawet doszła do Kalatówek, ale później jest taka kiepska droga z dużych kamieni i tam skręciła nogę w kostce. Dobrze, że nie wzywała TOPRu. Dziś w niższych partiach Pod Reglami spotkaliśmy jeszcze dwa rodzaje turystów. Pierwsza szła w góry na_turystkę (łącznik ma wskazywać, że nie chodzi bynajmniej tutaj o turystkę) czyli podobnie jak przy współczesnym obuwiu turystycznym "japonkach" wierzchnia odzież uszyta była z jak najmniejszej ilości materiału w celach ekspozycji wdzięków kobiety, przysłaniając tym samym mężczyznom panoramę Tatr Wysokich. Drugi rodzaj turystów szedł w góry "na drogerię". Łatwo ich poznać bo wokół ciebie latają wszelkie muchy, komary i inne owady, a w okół tych turystów nie. Widać tutejsze owady jeszcze nie przyzwyczaiły się do zapachu Coco Chanel. Jak dla mnie to dość drogi preparat na owady :) Kolejne określenia Tatrzańskich turystów to "na katola" i "na pielgrzyma". Jeden i drugi odmawia różaniec w czasie drogi, katol po cichu, ruszając wargami, pielgrzym na głos i w grupie. Dzisiaj wracając asfaltem z Morskiego Oka spotkaliśmy turystów, których trudno zakwalifikować do powyższych odmian. Dlatego powstały nowe. Do Morskiego Oka można iść "na krawcową" czyli w szpileczkach (i to takich 10cm co najmniej) oraz "na dzikusa" czyli na boso (niewygodne buty niosąc w rękach). Oczywiście były i takie przypadki, że ktoś mieścił się wkilku odmianach turysty, ale to chyba nikogo nie dziwi, szczególnie na drodze do Morskiego Oka w lipcu :)

 

Z oczywistych względów nie zamieszczam wszystkich zdjęć. Możesz je jednak pooglądać tutaj:

https://plus.google.com/photos/106186669280856769579/albums/5763637561639173233?authkey=CPaU1fPdzZv_fA

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież